nie-pełne / pół-całe

nie-pełne / pół-całe
27 maj 2011 – 8 czerwiec 2011. Galeria Nova ul. Batorego 2, Kraków
nova01
Tężenie ciała wymaga pośpiechu w działaniu, precyzji i opanowania. Podczas wykonywania masek pośmiertnych utrwalało się ściągnięte rysy, przymknięte powieki i zaciśnięte usta zmarłego. Pojawiały się przy tym dodatkowe zmarszczki i zagłębienia, których nie było na jego twarzy za życia. Po wycyzelowaniu i uładzeniu negatyw z gipsu albo wosku służył jako model dla wystawnego pomnika czy nagrobka upamiętniającego. Historii kultury towarzyszyły uporczywe próby zatrzymania ciała: mumifikacja, balsamowanie, wędzenie, troskliwe nacieranie każdego kawałka skóry specjalnymi substancjami. W różnych procesach z martwych tkanek zwykle usuwało się wodę i tłuszcz, co zatrzymywało ich rozkład. Zwłoki pozostawały w ten sposób suche. Pozbawione płynów i usztywnione odsłaniały maszynerie narządów zaprojektowaną w idealnym porządku. Doskonale spakowane w worku skóry.
 Małgorzata Markiewicz w swojej twórczości wiele razy sięgała do problemu unieruchamiania ciała. W betonowe sarkofagi zatapiała sukienki, kolorowe kuleczki z wełny i filcu więziła na sznurkach albo wkładała w skrzynie. Wokół kostek betonu owijała szczelnie koce czy wełnę. Ogrzewała i zmiękczała to co kanciaste, sztywne, niewygodne. Ubranie fascynowało ją zawsze jako tymczasowa, codziennie odtwarzana forma dla ciała, wchłaniająca jego płyny i zapachy, druga skóra. W nowym cyklu prac utrwalającym fragmenty bezcennych dla niej ciał, artystka zdecydowała się sięgnąć po plastelinę, materiał zdegradowany i dziecinny. Powstały miękkie portrety, zachęcające do ugniatania i miażdżenia między palcami.
 Czarna plastelina nie jest w tym wypadku etapem przejściowym, ale celem samym w sobie. Z codziennych doświadczeń wiadomo jak trudno wydrapuje się ją z dywanu czy wykładziny. Szybko kleją się do niej włosy i kurz. Łatwo robi się obrzydliwa. Użycie tej niskiej, zdeklasowanej materii przywodzi na myśl to co ziemiste, martwe, nagrobne. Plastelina poci się jak ciało. Znaczy ślady swojej obecności wilgotnymi kształtami. W płaskorzeźbach Markiewicz wydziela tłuszcz, przesączający się na drugą stronę kartki, na którą zostały naklejone. Plamiąc przypomina o niewygodnej i kłopotliwej cielesności.
 Podobnie jak wykorzystywane często w twórczości artystki znoszone już ubrania, plastelina ma zakodowane w swoim kształcie wspomnienia o ciele, szczególnie jego cieple. Zapamiętuje siłę ugniatających ją dłoni, układ linii papilarnych, ślady paznokci. Jest podatna na zmiany. Odkształca się jak złamana kość czy posiniaczona od uderzeń skóra.
 Tak jak w przypadku szycia, szydełkowania czy robienia na drutach, lepienie z plasteliny wydaje się czynnością błahą, wypełniaczem czasu, uspokajającą mantrą dla palców. Markiewicz przelewa na te drobne, miękkie formy swoje lęki i odczucia. W czasie procesu tworzenia zmaga się z obsesjami, którym nadaje kształty. Znajduje dla nich wygodne ujście. Tworzenie jest tutaj jednocześnie rodzeniem i wypluwaniem.
 Artystka nakleja na papier schematycznie ujęte plastelinowe drzewo, konia, dom, słońce, człowieka i górę. Czarne sylwetki stwarzają wrażenie dobrze znanych, domowych. Składają się z wyobrażeniami widza w jedną całość Podobnie jak rozłamywana podczas rozstania tabliczka, której połówki stanowiły w starożytności znak rozpoznawczy dla dwóch osób, które łączyła jakaś domagająca się dopełnienia więź, formy naklejane przez Markiewicz na kartki, wydobywają wrażenia i kształty, których widz miał jedynie mgliste odczucie. W te matryce wczytuje on własne kształty, uzupełnia szczegółami, faszeruje zapamiętanymi obrazami. Czarne formy wysysają jego pamięć, zbierają zatarte fragmenty, porównują i przyklejają do siebie.
 Jak wszystkie negatywy zachęcają do wypełniania. Kuszą gwarancją odtworzenie oryginału. Dzięki nim ciała bliskich osób i te najdroższe-własne mogłyby zostać zachowane. Można by je wywołać od nowa jak zdjęcie w ciemni. Powoływać do życia, od nowa.
 Plastelinowa matryca przypomina różne ciała – przedmioty. Czyjąś stopę z pomalowanymi na czerwono paznokciami opartą o krawędź leżaka. Kawałek nieopalonej skóry odsłaniający się pod pachą, czy na brzuchu przy niesfornie rozchylającym się ubraniu. Zobaczoną przez przypadek pierś, która zwykle bywa skrzętnie ukrywana. Spoconą dłoń, która wysuwa się leniwie ze ściskających ja przy pożegnaniu. rąk.
Czarna plastelina pozostaje w tym rytuale przypominania czymś niezbadanym, nieokreślonym, nieznanym. Wymusza uwagę i skupienie. Jej użycie sprawia, że płaskorzeźby Markiewicz wydają się zwęglone. Jakby przy dotknięciu miały rozpaść się pod palcami. Jako zgliszcze zapomnianej kultury są bardzo podatne na zniszczenie. Rozwarstwiają się i kruszeją jak zaczerniały wolumin. Stawiają opór próbom jakiegokolwiek przeniknięcia. Nie chcą poddać się żadnemu badaniu i weryfikacji.

tekst: Marta Lisok
NOVA Gallery

[Not a valid template]