Nożyce do przecinania żył

Nożyce do przecinania żył
autor: Marta Lisok, tekst pochodzi z katalogu "Alfabet Polski" wydanego przez Galerie BWA w Tarnowie, 2009

Podczas akcji Czasem czuje, że rozpadam się na kawałki Małgorzata Markiewicz zawiesiła pod sufitem, powbijane na żyłki filcowe kuleczki. Na wernisażu niespodziewanie wspięła się na drabinę i nożycami do przycinania żywopłotu jednym ruchem odcięła miękki żyrandol. Kulki rozsypywały się, głucho uderzając o podłogę.
Praca Markiewicz zwykle są przyjemne w dotyku, zarastające jak mech, z drugiej chropowate, rozpadające się. Wiele powstaje przez zestawienie twardego z miękkim, np. betonu z materiałem, przywodząc na myśl zakleszczenie i uwięzienie. Rytm kwadratowych przedmiotów, klatek mieszkań, bloków i osiedli zostaje oswojony przez artystkę poprzez zmiękczanie, ocieplanie, owijanie. Oznaczanie miejsc i pozostawianie miękkich sygnatur – ocieplaczy, koców, włóczkowych pleśni jest sposobem rozmiękczaniem konturów, pakowaniem otoczenia w kaftan bezpieczeństwa, zapobieganiem poranieniu.
W większości swoich projektów wykorzystuje tkaniny, które stają się inskrypcją na ciele. Ubranie występuje w charakterze narzędzia do spajania tożsamości, podobnie jak lacanowska faza lustra, wznosi ponad permanentne rozdarcie poczucie bycia magmą, która swobodnie rozbiega się na wszystkie strony, pozwala na totalne zamkniecie ciała, w ograniczoną strukturę-formę.
Zwykle ubrania porzucone na trawie, w bramie czy koło osiedlowej ławki wywołują niepokój. Kojarzą się z pośpiesznym zdzieraniem ich z ciała. Podczas spaceru pomiędzy obiektami z serii Kwiaty, stworzonej z ubrań artystki, nasuwało się wrażenie nagłego, niezauważonego zniknięcia głównej bohaterki. Emocjonalne balansowanie pomiędzy gwałtowną brutalnością samego gestu porzucenia ubrań, a kompozycyjną finezją poukładanych w barwne pąki materiałów jest pomiędzy ewokowaną przez nie seksualną żądzą, a powolnym odkrywaniem kolejnych warstw kobiecości, terapeutycznym odsłanianiem. Kobiecość w „Kwiatach” została połączona z siłami regeneracji, które objawiają się paradoksalnie poprzez obecność śmierci. Efemeryczny charakter stworzonych przez artystkę kwiatów, przywodzi na myśl topos identyfikacji kobiety z naturą, organicznym cyklem życia. Wizualny przepych kolorów i form roślin w rozkwicie podszyty jest zapowiedzią więdnięcia, usychania, gnicia, zgodnie z zasadą koegzystencji płodności i śmierci, połączeniem Erosa i Thanatosa.
Markiewicz zrobiła na drutach Sweterek dla dwojga. Na wysokości brzucha umieszczony został identyczny, mniejszy sweter. W innej pracy artystka nakładała na siebie ubranka, z których wyrastał jej syn, tworząc miękką rzeźbę – fantom. Jedna z wersji tej pracy została nacięła przez środę, otwierając się w stronę widza podłużną, kolorową raną.
W czasie drugiej ciąży szydełkowała dla siebie sukienkę, którą krótko przed narodzeniem córki zaczęła pruć, żeby przygotować dla niej ubranko. Jedna sukienka zaczęła się kurczyć, druga powiększać. Tej akcji towarzyszyło niepokojące zdjęcie, na którym matka i córka leżą na czerwonej materii połączone nicią. Krwistoczerwony odcień tła zestawiony z białymi sukienkami i bladą skórą wywoływał upiorne wrażenie odwrócenia ciała podszewką na wierzch, brutalne odsłonięcie lepkich, śliskich wnętrzności, pulsującego, ciepłego i pełnego płynów łona.
Na wystawie Przemiany w Bunkrze Sztuki prezentowane były fotografie przedstawiające postać artystki ujętą od kolan do ramion, ubraną w kraciaste, trapezowe sukienki. Symboliczne pozbawienie głowy jako samoponiżenie wiązać można z niemożnością wyrażenia własnych pragnień, bycie poza językiem, z szaleństwem, histerią. Pozycje, w których zastyga artystka przywołują erotyczną bierność i poddanie władzy zawłaszczającego spojrzenia Innego. Markiewicz stwarza wrażenie zahipnotyzowanej, nieobecnej, jakby rzucono na nią czar. Podobne wygląda wplątana w inną pracę, szydełkowaną przez siebie Pajęczynę, w której białej sieci zdaje się być uwięziona. Ażurowa struktura przewrotnie więżąca w swoich splotach samą autorkę – pajęczyce, przywodzi na myśl mitologiczne tkaczki.[1] W wielu opowieściach tkanie staje się sposobem opowiedzenia własnej historii, jedyną dostępną formą wypowiedzi. Archetypicznie przypisane kobietom czynności jak szycie, haftowanie itd. były czymś chwalebnym jako oznaka pokory, skromności i cichego serca. „Była nabożna i przędła” to napisy wyryte na nagrobkach kobiet w średniowieczu. Przeistaczanie surowych włókien w nici łączone jest z władzą nad życiem i śmiercią. To właśnie mitologiczne prząśniczki – greckie boginie lunarne Mojry, łacińskie Parki jako córki bogini Konieczności przędły nici losu, by w odpowiednim momencie je przeciąć. W pierwotnych wierzeniach pająk symbolizuje niestrudzoną i stale odnawiającą się twórczość. Według północnoamerykańskich Indian Hopi, postać boga stwórcy jest żeńska, nazywana Babką Pająk, dla podkreślenia, że jest ona czymś więcej niż matką, jest wspólnym przodkiem wszystkich istot ludzkich.[2]
W książce Tsultrim Allione pt „Kobiety mądrości” przedstawiającej biografie świętych buddyzmu tybetańskiego, pojawia się motyw tkania własnej historii. Jedna z jogiń, Nangsa Obum, dochodzi do decydującego buntu właśnie podczas czynności tkania, które przeżywa jako czynność usypiającą i uciszającą kobiety. Tkając wzór rodzinnego życia, geny, krew i pokarm, same zostają wplecione w pewien wzór, którego nie wybierają. Wzór tkaniny jest wzorem kultury, wplatającej w siebie kobiety jako bezimienną materię, na kształt zużytego włókna.[3]
U Zygmunta Freuda, w osławionej interpretacji tkania, przedstawionego w 33 wykładzie ze wstępu do psychoanalizy, aktywna w przeciwieństwie do samca, pajęczyca pojawia się jako zaszyfrowana figura lęku przed twórczą mocą kobiet.[4] Freud pisze, że to kobiety wynalazły czynność plecenia i tkania, próbując ukryć wstydliwy brak penisa, splatając w tym celu swoje włosy łonowe. Gest tkania skojarzony z podległością Bogini Losu, z groźnym pocałunkiem kobiety-pająka musiał zostać w męskiej kulturze rozbrojony, unicestwiony jako gest metafizyczny oraz przesunięty w stronę niemej, okaleczonej natury. Jeden z wątków psychologii postfreudowskiej głosi, że męski wkład w rozwój kultury jest sposobem kompensacji braku możliwości macierzyństwa. W tym kontekście męskie rytuały inicjacyjne często związane z zadawaniem sobie ran mógłby być interpretowane jako rezultat zawiści o te elementarne kobiece moce.[5]
Nancy Miller, odwołując się do barthesowskej hyfologii [6] jako nauki o tekście-pajęczynie i mitu o Arachne jako kobiecie twórczyni, stawia pytanie o kształt i pochodzenie tekstu kobiecego, w który wplecione są ślady jej odmiennego usytuowania wobec systemu językowego i porządkujących go relacji władzy.[7] Miller, domaga się wyraźnego, mocnego upodmiotowienia kobiety-autorki, dowartościowania w strategiach lektury jej tożsamości, rozmytej wśród męskich hierarchii i stylów. Pisanie i czytanie jak kobieta musi postawić sobie za cel reprezentację kobiecej podmiotowości, dlatego Miller proponuje aby zastąpić hyfologie, arachnologią: nauką o kobiecie-twórczyni. Wycofanie się z pisma jest niemożliwe w wypadku autorki, która pozostawia swoistą sygnaturę, emblematy gender na tkaninie tekstu.[8]
Wielokrotnie sięganie po konwencje autoportretu w twórczości Markiewicz stawia ją w roli poddającej się dobrowolnym oględzinom, obnażonej, wystawionej na spojrzenie. Na jednym ze zdjęć w ujęciu od kolan do szyi leży z rękami ułożonymi wzdłuż ciała na podłodze. Ma na sobie zgrzebną sukienkę uszytą z materiału używanego na ścierki. Sprawia wrażenie pogrążonej w letargu, nieprzytomnej albo martwej. W filmie Larsa von Triera [9] w jednej ze scen, prowadzący psychoanalityczną terapię bohater nakazuje żonie cierpiącej po stracie syna, położyć się w trawie, co budzi w niej niespodziewanie silny lęk i paraliżujące obrzydzenie. Ciało zatapiające się w zieleni przypuszczalnie pełnej robaków, owadów jako otchłań wstrętu, która jednocześnie jest jedyną drogą powrotu do bezczasu natury.[10] Eksploatowany przez Markiewicz gest zapadania się, poszukiwania bezwładu jest synonimem nieuniknionego rozczłonkowania podmiotu, odsłonięcia jego kruchości. Na jednym ze zdjęć z wystawy Przemiany artystka opiera się o kaflowy piec. Na jej przedramieniu widać nieregularny siniec. Słabość ma w sobie szczególne piękno.

Marta Lisok

teksty →

   [ + ]

1. Według Owidiusza Arachne tkała nie tylko lepiej od samej Ateny, ale ośmieliła się zilustrować gwałty bogów popełniane na kobietach. Po samobójczej śmierci została przez rozwścieczoną boginie za swoja pychę zmieniona w pająka, tkającego ulotne sieci z własnego ciała.
2. G.P.Panini, Mitologia. Atlas, Warszawa 1996, s.30-31.
3. T.Allione, Kobiety mądrości. Tajemne życie Maczig Labdron i innych Tybetanek, Kraków 1998, s.147-148.
4. Z.Freud, Wstęp do psychoanalizy, Warszawa 1995, s.151.
5. B.Bettelheim, Symbolic Wounds: Puberty Wounds and Envious Male, Nowy York 1968.
6. Roland Barthes dokonuje zestawienia tkaniny i tekstu, który tworzy się przez nieustanne splatanie. Autor – pająk znika, zatracony we własnej tkaninie zostaje rozłożony w toksycznych wydzielinach własnej sieci.„Wszystkie kody, gdy tylko się pojawią w pracy lektury tworzą plecionkę (tekst, tkanina, splot to jedno i to samo) każda nić, każdy kod jest głosem, te splecione albo splatające głosy kształtuje pisanie, gdy głos jest sam, wówczas nie pracuje niczego nie przekształca, lecz tylko wyraża, ale gdy tylko ręce zaczynają zbierać i mieszać bezwładne nici, pojawia się praca i przekształcenie…Tekst w istocie jest fetyszem, redukowanie go do jedności sensu, na skutek nadmiernie jednoznacznej lektury, to przecinanie splotu, odcinanie warkocza, zarys kastracyjnego gestu. R.Barthes, Przyjemność tekstu, Warszawa 1997, s.92.
7. N.Miller, Arachnologies: The Woman. The Tekst and The Critic (w:) Poetics of Gender, New York 1986, s.271-295.
8. N.Miller, op.cit., 281-286.
9. Antychryst, reż. Lars von Trier, 2009.
10. Podobna scena pojawiła się również w kontekście uspokojenia i energetycznego naładowania w Stalkerze w reż. Andrieja Tarkowskiego, 1979.