Kwiaty zamiast jabłka

Kwiaty zamiast jabłka
Recenzja. Kwiaty. Otwarta Pracownia, Kraków, od 7 stycznia 2005
autor: Magdalena Ujma

Prace zatytułowane Kwiaty Małgorzata Markiewicz pokazywała w 2004 roku przy okazji wystaw w Orońsku (bez tytułuTM. IV edycja Triennale Młodych) i Bielsku-Białej (Piękno, czyli efekty malarskie). Były to jednak wystawy zbiorowe, w których Kwiaty nie mogły ujawnić w pełni swoich znaczeń i przewrotności. Okazji do skupienia się na tych pracach dostarcza wystawa indywidualna, którą artystka otworzyła właśnie w Otwartej Pracowni. Nosi taki sam tytuł jak cykl, po prostu Kwiaty. Zobaczyć tutaj można obiekty i lightboxy.
Obiekty rozłożone na podłodze mają formę kolistą, miękką, nieregularną. Są kolorowymi plamami z niedbale udrapowanych tkanin. Gdy spojrzeć na nie z bliska, tracą swe biologiczne odniesienia: do grzybów, pleśniowych narośli czy właśnie kwiatów. Co w nich uderza, to nie tylko dekoracyjność, ale też i pewna przypadkowość. Wrażenie celowości znika gdy zbliżymy się do pracy, i rozpoznamy, czym ona jest. A jest śladem pewnego gestu. Są to po prostu ubrania, zostawione tak, jak to się dzieje gdy je się pośpiesznie zrzuca z siebie, po prostu z nich wychodzi, zostawiając je na podłodze tam gdzie się stało. Tak więc obiekty są też śladami intymnych performances artystki.
Zdjęcia, umieszczone w ligtboxach dodają tak powstałym kwiatom tło, którym jest soczyście zielona trawa, trochę jak z książeczek dla dzieci. To odniesienie jest ważne, gdyż wyjaśnia dlaczego te prace przy całej swojej aurze erotyki, zachowują tak wiele niewinności. Mają aurę młodości, gdy wszystko jest obietnicą pierwszej miłości, dorastania i odkrywania uroków własnego ciała.
Silne zabarwienie erotyczne tych prac istnieje dzięki odwołaniom do klisz pożądania, do tego, jak wygląda w rozmaitych przedstawieniach czynność rozbierania się i czemu służy. Odwołuje się także do założonej milcząco płci widza.
Ubrania są tutaj więc tak naprawdę tylko śladem, pięknym kwiatem, ale myśl biegnie ku tej, która z nich wyszła, ku nagiej kobiecie, które te ubrania z siebie zrzuciła i zostawiła tam, gdzie spadły. Są to więc prace kuszące przez wzbudzane skojarzenia, każące tropić ślady nagiej boginki, która tak niefrasobliwie je porzuciła.
Tą kusicielką jest autorka prac. Tak więc Kwiaty są wypowiedzią odautorską, są autoportretem poprzez własne ubrania. Są ważną informacją na temat tego czym dla Małgorzaty Markiewicz jest tworzenie sztuki, czym jest bycie artystką, czym jest relacja między nią a widzem, nawiązywana za pośrednictwem dzieła. Niezwykle ważne jest tutaj skojarzenie twórczości z kobiecością, pokazują też jak codzienność kobieca może stać się źródłem inspiracji dla sztuki. Sztuka zaś jest w ujęciu Markiewicz uwodzeniem, erotyczną grą, wzbudzaniem pożądania.[1]
Kwiaty pokazują nieobecność. Zabrakło osoby, która chodziła w ubraniach, ubrania są tylko porzuconym opakowaniem. Mogą być rozumiane jako maska, jako coś, co może upiększa, ale i zasłania, co nie jest prawdziwe. Z ubrań się wychodzi nie tylko jak owad z wylinki, ale jest się nagim / nagą w niezwykle ważnych życiowych chwilach. Wielobarwne główki „kwiatów”, trawa na zdjęciach, z której „wyrastają” zwracając ku powierzchni obrazu i oczom widza swoje rozchylone płatki, swoje doskonale widoczne środki, mówią o gotowości do seksu i o dojrzałości. Mówią o pełnym nadziei czekaniu na miłość.[2]
Zdecydowanie są to motywy z ikonografii kobiecej, to znaczy takiej, która czerpie z doświadczeń tej płci, ze specyfiki jej cielesności (o której pisała m.in. Luce Irigaray). Warto jednak pamiętać, że Markiewicz nie zatrzymuje się na tym etapie. Dyskusja, jaka wywiązała się podczas otwarcia wystawy w Otwartej Pracowni, o tym czym jest sztuka feministyczna i czy jest skierowana tylko do kobiet, wskazuje, że wykorzystywanie tego zestawu form, cały czas zdaje się zamykać używające je osoby do tego świata, odejmuje im możliwość uogólniania. Tymczasem Małgorzata Markiewicz, która inspiruje się pisarstwem Jolanty Brach-Czainy, dąży właśnie do tego, co znana filozofka. To znaczy, według mnie, zależy jej na mówieniu od strony kobiety, ale tematy związane z życiem, miłością, pożądaniem, czyni ważnymi dla ludzi niezależnie od płci.
Piękno „kwiatów” kojarzy się z Rajskim Ogrodem. Artystka-Ewa kusi Adama–widza pięknymi pracami. Zrzuca z siebie to, co jest wytworem kultury, co przetworzone. Ale nie widać tego, co się odsłoniło. Otwiera się tutaj pole do domysłów, artystka świadomie zaprasza do gry wyobraźni. Nie ma kobiety, która się rozebrała. Nie chce być już pięknym obiektem wydanym na cudze spojrzenia.
Widz jest Adamem, a co jest grzechem? Sztuka? Odsłanianie kobiecego pożądania?

teksty →

   [ + ]

1. Ciekawe byłoby w tym miejscu zastanowienie się nad adresatem tak pojmowanej sztuki. Czy rzeczywiście wszyscy ludzie? Czy nie jest to adresat męski, zakładając heteroseksualność tej sztuki? Ale czy to słuszne założenie?
2. Ciekawe, że gdy myśli się o kobiecie, która porzuciła w ten sposób swoje ubrania, przychodzi na myśl kobieta-dziewczynka, dopiero zaczynająca dojrzewać. Mam wrażenie, że Kwiaty zostały zrobione jakby z pozycji niedorosłych, a już kusicielskich dziewczynek Balthusa, które malarz – oczywiście – nazywa aniołami. Tak jakby te dziewczynki, obudziły się ze słodkiego snu, w którym tak lubi je widzieć ten wyrafinowany malarz i jakby same przemówiły.