Przypadkowe zaspokojenie

Przypadkowe zaspokojenie
autor: Agnieszka Kwiecień; tekst do wystawy "Przypadkowe przyjemności" BWA Katowice 2009

Człowiek z przyzwyczajenia dzieląc własny byt pomiędzy przestrzenie opanowane przez Erosa i Psyche, poszukuje przyjemności w obydwu oddzielnie, mając nadzieję na ich zadowalającą równowagę. W miarę zapoznawania się z właściwościami przyjemności, pragnie ich więcej i częściej, nieustannie i najlepiej różnorodnych, tudzież ewentualnie dostrzega niebezpieczeństwa, które niosą rzeczywiście lub potencjalnie, i postanawia się ich wystrzegać – wówczas pomocna okazać się może jakaś religia bądź ideologia. Odbiór przyjemności jest uzależniony od odbiorcy, od jego zdolności do odczuwania ich i właściwego interpretowania. Razem z delikatnym dotykiem, dostajemy możliwości skrajnych doznań: przyjemności lub nieprzyjemności a także niewykluczonej obojętności na bodziec. Podobnie wiele jest reakcji na jedno dzieło sztuki. Sztuka nie oferuje łatwych i prostych przyjemności. Wymaga aby odbiorca zdobył jakąś wiedzę przed spotkaniem – wówczas rozkosze będą pełniejsze i zadowalające, zupełnie jak w seksie. Czytając Kamasutrę dowiemy się jak nie pozostać obojętnym. Konieczna znajomość konwencji nie jest jednak paradoksalnie konieczna w każdej sytuacji. Zdarza się, że sztuka potrafi przyprawić o porywy serca i umysłu podczas pierwszego spotkania, sztuka wielka jak wytrawny i znający naturę rzeczy kochanek. Sztuka uwodzi, obiecuje rozkosze intelektualne i estetyczne, wodzi na pokuszenie. Malowane i rzeźbione przez stulecia akty odpowiadały pożądaniu oglądania nagiego ciała. Posiadanie ich stawało się czystą przyjemnością, a wywoływać mogło po prostu doznania cielesne. Sztuka zawsze znajdowała się blisko sypialni. Współcześnie wkroczyła w głąb ludzkiego ciała, nie uznając żadnych intymnych, nawet czysto fizycznych czy sakralnych przyjemności jako niewartych wchłonięcia we własne granice. Nagie ciało w granicach sztuki XX wieku spotęgowało to, co, tyle że w niewielkich dawkach, było obecne w niej wcześniej, a co zawsze było elementem natury ludzkiej – przyjemność, która staje się częścią doświadczania skrajności człowieczeństwa.
Małgorzata Markiewicz od 2004 roku wykonuje fotografie, które składają się na cykl zatytułowany Porzucone. Eksploruje w nich działania na częściach garderoby znane z innych jej prac, tutaj jednak odchodzi od formowania ubrań w barwne, dekoracyjne układy, które przypominają pęki kwiatów. Jedno ze zdjęć ukazuje tylko cieliste rajstopy, które leżą w wysuszonej trawie. Nie jest to zadbany trawnik, raczej łąka, na której spotyka się chwasty, źdźbła zielone i zeschnięte. Tamtędy przechodziła para młodych kochanków w wiosennych promieniach słońca. Ich ciała, żądne dotyku, ocierały się o siebie a spojrzenia spotykały aż do momentu, gdy upadli pogrążeni we własnej namiętności na ziemię. Wyobrażam sobie, że to mogła być uwodzicielska Liv Tyler z Ukrytych pragnień Bernardo Bertolucciego, która odkrywa przypadkowe przyjemności podczas podróży do Włoch i czuję przyjemność widząc te sceny, ich piękno. Po godzinach oddawania się rozkoszom cielesnym, któż miałby ochotę ubierać porzucone rajstopy? A może ktoś ich przestraszył?
Inna fotografia cyklu przedstawia, leżącą na ziemi pod krzakami, niebieską pończochę. Jej intensywny kolor przemawia za młodym wiekiem właścicielki, która przejeżdżała wieczorem tędy rowerem. Nikt nie mógł usłyszeć ani zobaczyć, gdy stanął na jej drodze starszy mężczyzna i popchnął jej rower. Spadła, kalecząc się o sztywne gałęzie i parząc pokrzywami. Wówczas drugi mężczyzna złapał ją za ręce i przycisnął je kolanami, siadając za jej głową i zatykając drugą ręką usta w taki sposób, że musiała leżeć na plecach na ziemi. Jego partner, wpatrując się w zatrwożone oczy dziewczyny, zaczął powoli ściągać jej buty, pończochy i bieliznę. Ukryty widz, czując równocześnie dyskomfort i lekkie mdłości, odkrywał także wyraźnie jednak przyjemność, co przyprawiało go o przerażenie.
To, co przeraża może jednocześnie pociągać i ekscytować. Może dalej stać się źródłem satysfakcji i zaspokojenia pragnień, prowadząc ciało i umysł w stronę przekroczenia granicy niewiedzy i trwogi. Przyjemność odczuwana na widok tego, co uzna się za piękne zdaje się być powszechna, jednakże czyż nie tkwi w naturze człowieka potencjał, aby jako przyjemną odczuć nieprzyjemność? Fizycznie bolesne odebrać jako ekscytujące i zadowalające intelektualnie, moralnie odrażającemu pozwolić się uwieść ukrytym poznaniem, cieleśnie rozkoszne związać z odrzuceniem ze strony świadomości. W obszarze sztuki należy dokonać odkrycia przyjemności estetycznej, która nie jest przyjemna. Drogi przypadkowych zaspokojeń są kręte i obfitujące w liczne niespodzianki. Poszukując związków przyjemności ciała i umysłu a jednocześnie związków tego, co odrażające i odpychające z odczuciem zadowolenia, przywołać pragnę analizy dzieła Markiza de Sade, których podjął się Bogdan Banasiak: O ile zgodnie z tradycją (co wyraża mit o Erosie i Psyche) sfera jasnej świadomości i ekstatycznego zawrotu głowy są niewspółmierne, a ta antynomia rozpasanych zmysłów i chłodnego umysłu sprawia, że poznanie nie toleruje namiętności, natomiast w obliczu pożądania przygasa świadomość, toteż refleksyjny dystans i dionizyjskie uczestnictwo wzajemnie się wykluczają, o tyle Sade w tę sferę „mroku” wkracza „z pochodnią filozofii”.
Sztuka gwarantuje spotkanie obu sfer, w niej zdaje się łączyć doznawanie w jedną przyjemność intelektualno-poznawczą i cielesną, czytanie i dotyk papieru. Jakim zmysłem odbieramy dzieło sztuki? – Słuch, wzrok, węch, dotyk – wszystkie mogą w procesie uczestniczyć a najwspanialsze wydaje się ich spotkanie z umysłem – przyjemności w sztuce wymagają refleksji – chyba, że dzieło doprowadzi odbiorcę do momentu ekstatycznego wyłączenia świadomości.

Agnieszka Kwiecień

teksty →